Thursday, May 1, 2008

bAnkSY dla owiEc




























Na wystawę Banksy’ ego trzeba było być na liście co zważywszy na profil artysty jest nadużyciem. Przy wejściu zostawić należało swoją wizytówkę, wpisać się do księgi srebrnym długopisem – słowem myślałem, że mnie krew zaleje :p Kłopotem jest znalezienie winnego. System powiada pani Halinka dzierżąc mocno miotłę. Ludzie mili, prace ciekawe choć nie najlepiej pokazane, a jednak całe zdarzenie szwankuje – jego wymową jest pustka i pieniądze.

Straciłem równowagę, oparłem się o drzwi i wypadłem na zewnątrz. Dzięki ci Panie Boże za twą opatrzność w tych ciężkich chwilach. Filip podał mi chusteczkę, która wytarłem krzepnącą krew z oczu i zobaczyłem szablony Banksy’ego pokazujące owce biegnące jedna za drugą oraz Totem małpę, na którą patrzy tłum – czemu po co, któż to raczy wiedzieć. Stanąłem na nogi – i odzyskałem równowagę.

tYRKOWY LUNCH










Sunday, April 27, 2008

Poziomy w pionie

Żarówa

Ścinki

Berlin

Wyspa Ping Chau









































































Z Wojtkiem, Włochem Alberto, i Belgami Sutidą oraz Rudolfem co niebawem opuszczają HK dla Warszawy popłynęliśmy na najdalszą wyspę HK tuż koło Chin. Podróż cicha jak muzyka Plug’a co na uszach mi grała. Potem nastąpiło chodzenie, jedzenie, nurkowanie przy rafie koralowej pełnej worków plastikowych i zakładanie skarpetek na nogi w piasku utytłane – słoneczny dzień nieustających wakacji.

Zaduszki i wódka dla dziadka





























Niedawno było tu święto zmarłych, podczas którego pali się różne przedmioty z papieru dla zmarłych. Są to między innymi wentylatory, laptopy, mikrofalówki, domki Barbie słowem wszystko to czego zmarły potrzebuje w niebie. Korzystając z sytuacji przesłaliśmy dla naszych przodków trochę żubrówki, uczynili to również Włoch, Belgowie, Amerykanin i mój Niemiec. Nie zaszkodzi im prawdopodobnie, a może połączy ich losy w niebie tak jak nasze na Ziemi.

Pokój, okno, dach



















Piechotą na szczyt



















Mały spacer z Wojtkiem na Pic. Inna perspektywa na miasto. W lekkiej mgle poczułem zapach liści i ziemi. A potem z powrotem na beton zeszliśmy.